Klub Sympatyków Rudy Pabianickiej

.

Lotnisko Lublinek

"Lublinek" przed II Wojną Światową

Na początek drobne wyjaśnienie. Ta strona opowiada o Rudzie i jej mieszkańcach. Lotnisko Lublinek nie należało do miasta Rudy Pabianickiej, ale jego sąsiedztwo oraz pasja i zainteresowania awiacyjne członków KSRP dają nam prawo do zaprezentowania tutaj również tego tematu. Mamy nadzieję, że czytelnicy przeczytają zgromadzone na tej podstronie informacje równie chętnie jak te dotyczące samej Rudy.

Początek "Rudy lotniczej" przypada na okres kiedy nie była ona jeszcze miastem. Nie istniały wtedy żadne lotniska z pasami dla startujących i lądujących samolotów. Dla prób lotniczych szukano wówczas zwykłego, w miarę płaskiego i niezarośniętego drzewami terenu i zwykle znajdowano taki na ... hipodromach. Pod Łodzią mieliśmy takowy w naszej Rudzie właśnie.

Z relacji prasowych ("Rozwój" nr 143 z dn. 25.06.1910) wynika, że pierwszy pokaz lotniczy dla łodzian, ze startem i lądowaniem w Rudzie Pabianickiej, wykonał rosyjski pilot Siergiej Utoczkin, na samolocie systemu Farmana.

Było to 24 czerwca 1910 roku. Tego dnia miał się odbyć pokaz lotów dwóch aparatów - Bleriota i Farmana.

Niestety, z powodu złej pogody, a zwłaszcza silnego wiatru, wystartował tylko Utoczkin na Farmanie. Wykonał on dwa loty nad torem wyścigowym, chcąc wynagrodzić widzom uniemożliwiony wiatrem lot na lekkim Bleriocie. Pokaz lotu Bleriota panów Granda i Barriera odbył się dopiero na drugi dzień.

Natomiast pierwszy lot nad Łodzią odbył się dwa lata później, w 1912 r. i znów aeroplan startował z rudzkiego hipodromu. Awiatorem był jeden z najsławniejszych pionierów polskiego lotnictwa, Polak o zupełnie niepolskim nazwisku - hrabia Michał Scipio del Campo. Swoim francuskim aeroplanem Bleriot-XI wykonał kilka ewolucji nad głowami zgromadzonej na trybunach publiczności a następnie poleciał do Górnego Rynku (dziś Pl. Reymonta) i dalej nad ul. Piotrkowską do Nowego Rynku (dziś Plac Wolności), skąd wrócił do Rudy.

Władze dużego, rozwijającego się, przemysłowego miasta, jakim była Łódź, nie mogły zignorować potrzeby stworzenia nowych, szybkich szlaków komunikacyjnych. Połączenia lotnicze z innymi miastami w kraju stały się wręcz konieczne i, co bardzo ważne, były niezależne od istniejącej infrastruktury drogowej i kolejowej. 13 września 1925 r. na terenie podłódzkiej wsi Lublinek rozpoczęło działalność lotnisko noszące taką samą nazwę. Od 1927 r. uruchomiono regularne połączenia lotnicze z innymi miastami w Polsce: Warszawą i Poznaniem, a później Lwowem i Wilnem. W 1929 r. fascynaci sportu lotniczego powołali do życia Łódzki Klub Lotniczy, który przekształcił się później w Aeroklub Łódzki. W 1930 r. utworzono Centrum Przysposobienia Wojskowego Lotniczego, które kierowane było przez jedną największych legend polskiego lotnictwa - Franciszka Żwirkę. Organizacja obozu szkoleniowego nastręczała wiele trudności i zajęła sporo czasu, ale wysiłek się opłacił i w połowie maja 1930 r. obóz był gotowy. Zebrano kadrę instruktorską i zespół mechaników. Najwięcej problemów przysparzały trzy wysłużone francuskie samoloty typu Hanriot, do których brakowało części. Ale komendant Żwirko poradził sobie i z tym problemem.

Centrum wyszkoliło wielu pilotów i instruktorów, którzy następnie mieli przekazać swoją wiedzę nowym kadrom w innych polskich klubach. Od tego czasu również Aeroklub Łódzki rozwijał się bardzo szybko. Przez następne lata systematycznie zwiększała się liczba członków. Powstawały nowe sekcje, kupowano nowe samoloty. W 1938 r. została oddana do użytku najwyższa w Polsce wieża spadochronowa o wysokości 50 m, która służyła do szkolenia skoczków spadochronowych przez kilka dziesięcioleci. Dla upamiętnienia zasług kapitan Żwirko został patronem obecnego Aeroklubu Łódzkiego.

W maju 1939 r. na Lublinku odbyła się podniosła uroczystość. Przy współudziale prezesa LOPP gen. broni Leona Berbeckiego, gen. Thommee, gen. Dindorf-Ankowicza, płk. Bolesławicza, J.E. ks. biskupa dra Jasińskiego oraz przedstawicieli władz, przemysłu, prasy i zaproszonych gości poświęcono nową szkołę pilotów mających pełnić służbę w obronie Łodzi i granic województwa łódzkiego.

Na początku września 1939 r., podczas niemieckiej agresji na Polskę, na Lublinku stacjonowały dwie eskadry samolotów w ramach lotnictwa Armii "ŁÓDŹ". Kolejne dwie eskadry stacjonowały na polowym lotnisku Widzew (koło Ksawerowa) w ramach obrony przeciwlotniczej tej samej armii. Były to myśliwce broniące także rudzkiego nieba. Te dwie eskadry (161 i 162) stanowiły razem dywizjon (lwowski trzeci Dywizjon Myśliwski szóstego Pułku Lotniczego).

(FOTO ze zbiorów Zbigniewa Okruszka)

"Lublinek" 1939 - 1946

W pierwszych dniach września 1939 r. Lublinek był celem niemieckich ataków bombowych, ale mimo to zachowała się większość lotniskowej infrastruktury. Po wkroczeniu Niemców do Łodzi na lotnisku zgromadzono zniszczone polskie maszyny lotnicze. Był to pokaz "wojennej potęgi" nazistów. Natomiast Aeroklub Łódzki poniósł ogromne straty i były one dużo boleśniejsze niż te materialne. Bardzo wielu pilotów z Lublinka poległo w walkach powietrznych toczonych zarówno w pierwszych dniach wojny w Polsce jak i w późniejszych latach na wielu frontach poza granicami kraju.

Przez całą wojnę Niemcy rozbudowywali lotnisko m.in. wytyczając pas startowy i zmuszając do pracy jeńców radzieckich z obozu przy ul. Odrzańskiej. We wrześniu 1939 r. Lublinek był również wykorzystany przez siły okupacyjne m.in. do przetransportowania specjalnych ulotek zrzuconych następnie nad walczącą Warszawą. Z Łodzi maszyna wystartowała ok. godz. 14.00 i po pół godzinie była już nad obleganym miastem. Wyżsi wojskowi zaakceptowali treść odezwy, wydanej przez Urząd Propagandy Rzeszy nr 1. W ulotkach tych informowano o odcięciu stolicy ze wszystkich stron oraz o bezskuteczności dalszego oporu. Podano również informację:...Kogo się zastanie z bronią, będzie rozstrzelany. Za każdego niemieckiego żołnierza, który padnie w Warszawie, zostanie rozstrzelanych dwudziestu z was!. Dalej były warunki, które należało spełnić. Na szosie prowadzącej do Raszyna, zjawić się miała delegacja polska z pełnomocnictwami do kapitulacji stolicy. Ulotki te były elementem wojny psychologicznej i miały podważyć morale obrońców stolicy.

Z Lublinka wrogie samoloty transportowały swój ładunek nie tylko nad Warszawę, ale też i nad twierdzę Modlin. Oprócz bomb w swych kadłubach przenosiły kolejne ulotki, które po 17 września zaczęły spadać na miasto i okalające je forty. Oto fragment jednej z nich:...Wezwanie! Polacy! Niemiecka armia doszła do linii Białystok - Brześć - Włodzimierz - Lwów - Stryj. Miasta te, tak samo jak wszystkie fortyfikacje polskie, są zajęte przez wojska niemieckie. Gdynia jest zdobyta. Warszawa zupełnie okrążona, natychmiast poddać się musi. Flota polska zupełnie zniszczona, armie polskie pobite do szczętu. Oddziały wojskowe, okrążone koło Kutna i koło Warszawy, dostaną się wkrótce do niewoli, bo przełom jest niemożliwy. Rząd Polski uciekł do Rumunii! Marszałek Rydz-Śmigły pobity na wszystkich frontach i straciwszy chęć pozostania Wodzem Naczelnym, proponował ustąpienie. Rosyjska armia dnia 17 IX 1939 r. o godz. 6-tej rano przekroczyła wschodnią granicę polską, na całej linii atakując Polskę. Wasi wodzowie obiecali Wam, że Anglia i Francja zaatakują Niemcy. A co czynią Wasi tak zwani sojusznicy dla Was? Nic a nic! Okłamali Was... oszukali Was, Wasi sojusznicy. Polacy! Walczycie bez nadziei, bez celu. Na co umierać? Niemcy traktują jeńców po rycersku. Żony i dzieci oczekują Was. Wkrótce będziecie mogli znowu pracować dla rodziny. Dlatego: Złóżcie broń! Niech żyje pokój!

Potem losy wojny się odwróciły. Postępujące od strony Ksawerowa i Rzgowa natarcie Rosjan zmusiło Niemców do opuszczenia Łodzi. 19 stycznia 1945 r. lotnisko przejęły wojska sowieckie. Ich samoloty bazowały na nim do połowy 1945 r. Wycofujący się Niemcy całkowicie zniszczyli infrastrukturę lotniskową dlatego trzeba było wiele czasu i pracy, aby przywrócić je do pełnej funkcjonalności. Rosjanie kontynuowali budowę pasa startowego wykorzystując do pracy jeńców niemieckich. Następnie zarząd lotniska przejęło Wojsko Polskie. Na Lublinek przybyła jednostka specjalna, którą był 1 Samodzielny Batalion Inżynieryjno-Lotniskowy pod dowództwem kpt. inż. Czibizowa sformowany w roku 1945 w Dęblinie. Batalion ten miał za zadanie odbudowę lotnisk zniszczonych podczas wojny. Jednostka ta praktycznie nie miała stałej bazy, ponieważ wykonywała zadania na terenie całego kraju. Na Lublinku stacjonowała do sierpnia 1946 r.

(FOTO udostępnione przez Piotra Czecha)

"Lublinek" współcześnie

Po zakończeniu wojny i przekazaniu lotniska pod zarząd cywilny oraz uzupełnieniu niezbędnych elementów infrastruktury Lublinek powoli zaczął się stawać istotnym węzłem komunikacyjnym w Polsce. Z czasem uruchomiono loty na trasach: Warszawa - Łódź - Kraków - Rzeszów - Lublin - Poznań - Katowice - Łódź - Warszawa. Następnie uruchomiono loty do Katowic, Gdańska, Krakowa, Warszawy oraz Poznania i Wrocławia. Prawie do końca lat 50-tych lotnisko pasażerskie Lublinek było jednym z najważniejszych portów lotniczych Polski. Warto zaznaczyć, że liczba przewożonych pasażerów grubo przekroczyła 30 tysięcy.

Słabość gospodarki socjalistycznej i bliskość warszawskiego Okęcia sprawiły, że nieudolni "włodarze" polskiego państwa zlikwidowali regularne połączenia pasażerskie z dotychczasowymi miejscowościami. Istotny był też element propagandy socjalistycznej głoszący, że "robotnicze miasto" i pasażerski port lotniczy to za dużo jak na przyszłą wizję komunistycznej Polski.

Na całe szczęście działał Aeroklub Łódzki a w nim miłośnicy tradycji lotniczych Łodzi i to oni uratowali nasze lotnisko od całkowitej likwidacji. Początkowo działacze Aeroklubu Łódzkiego udowodnili, że do celów ratunkowych struktura Lublinka jest nieodzowna, a do celów szkoleniowych i sportowych - wręcz konieczna. Zorganizowano sekcje sportowe (szybowcowa, spadochronowa, itd.) oraz rozpropagowano i zorganizowano w okolicznych szkołach sekcje modelarskie. Organizowano wycieczki młodzieży na Lublinek, zachęcano do opieki miejsc pamięci poległych lotników. Zorganizowno imprezy rekreacyjno - sportowe takie jak np. coroczny "Dzień Latawca" oraz wiele innych, równie pożytecznych inicjatyw. Praca z młodzieżą spowodowała zachowanie pokoleniowej ciągłości marzeń Łodzian, a wśród nich Rudzian, o lotnisku i Porcie Lotniczym - Lublinek. Wszystkie te lata były bardzo trudne, ale pełne sukcesów członków Aeroklubu Łódzkiego i społeczników z nim związanych.

Lublinek był świadkiem jeszcze jednego, niezwykle ważnego dla Polaków wydarzenia. 13 czerwca 1987 roku odprawienie na naszym lotnisku uroczystej Mszy świętej, podczas III podróży apostolskiej do Polski papieża Jana Pawła II spowodowało, że o Lublinku usłyszał świat, a transformacja ustrojowa od 1989 roku i lata nam współczesne powoli przywracają pasażerski charakter naszego lotniska.

(FOTO ze zbiorów Magdaleny Jaszczak-Birkowskiej)

Piloci i instruktorzy

Pierwszym polskim pilotem, który wystartował z terenu Rudy Pabianickiej był Michał Scipio del Campo. Urodził się w Rajkach pod Berdyczowem w 1887 r. Studiował metalurgię na Politechnice w Sankt Petersburgu. Z lotnictwem związał się około 1905 r., w 1910 r. będąc członkiem Aeroklubu Francuskiego uzyskał Dyplom Pilota. W 1911 r. pierwszy raz przeleciał nad Polską, a dokładnie nad Warszawą, łamiąc nieświadomie policyjny zakaz. Leciał wtedy na samolocie niemieckim Etrich-Rumpler Taube. Na samolocie polskiej konstrukcji zbudowanym przez Czesława Zbierańskiego i Stanisława Cywińskiego próbował dokonać przelotu na trasie Warszawa-Petersburg. Niestety próba się nie powiodła, w trakcie jej trwania samolot się rozbił. Był instruktorem szkoły pilotażu warszawskiego towarzystwa "Awiata", oblatywaczem w Moskwie i Kijowie, brał udział w wielu pokazach na różnych samolotach.

Bardzo ważną postacią dla Lublinka był podpułkownik Stanisław Jakub Skarżyński urodzony w Warcie w 1899 r. Był pierwszym polskim pilotem, który przeleciał Atlantyk ustanawiając przy tym światowy rekord. Z jego inicjatywy powołano na Lublinku ośrodek szkolenia pilotów dla powstających polskich Aeroklubów. Ośrodek noszący nazwę Centrum Przysposobienia Wojskowego Lotniczego (PWL) w okresie od 20 maja do 31 października 1930 r. wyszkolił w sposób zorganizowany pierwszych 42 pilotów dla Aeroklubów: Łódzkiego, Warszawskiego, Krakowskiego, Lubelskiego, Lwowskiego, Poznańskiego, Wileńskiego Gdańskiego i Śląskiego.

Pierwszym komendantem PWL był pilot porucznik Wojska Polskiego Francisze Żwirko, urodzony w 1895 r. w Święcianach. Ukończył szkołę oficerską w Irkucku i wstąpił do armii rosyjskiej walcząc w 27 Pułku Strzelców Syberyjskich i 674 Pułku Piechoty. W 1917 r. zgłosił się do tworzącego się korpusu polskiego generała Dowbor-Muśnickiego. Po demobilizacji w 1918 r. wstapił do "białej" Armii walcząc w rosyjskiej wojnie domowej gdzie ukonczył kurs obserwatorów lotniczych. W 1921 r. przedostał się przez granicę do Polski i wstąpił do polskiej służby lotniczej.

W 1923 r. ukończył Szkołę Pilotów w Bydgoszczy, rok później Wyższą Szkołę Pilotów w Grudziądzu. Zainterespwał się sportem lotniczym, jako jeden z pierwszych zainicjował w Polsce loty nocne. Wraz z przyjacielem, inżynierem Stanisławem Wigurą odnieśli wiele sukcesów w zawodach krajowych i międzynarodowych latając na samolotach sportowych RWD o całkowicie polskiej konstrukcji. Największym sukcesem zespołu Zwirko-Wigura było zwycięstwo w prestiżowych zawodach samolotów turystycznych Chellenge w 1932 r. Lecąc samolotem RWD-6 pokonali załogi z innych krajów, a przede wszystkim uważany za faworytów zespół niemiecki. Niestety w tym samym roku, podczas lotu na meeting lotniczy do Pragi ich samolot rozbił się pod Cierlickiem Górnym. Obaj ponieśli śmierć na miejscu.

Po zakończeniu wojny mozolnie zaczęto odbudowywać zasoby polskiego lotnictwa. Również te kadrowe. Wielu znakomitych pilotów zginęło, wielu nie wróciło do kraju z powodu uwarunkowań politycznych. Również Lublinek borykał się z tymi problemami. Ale upór ludzki może wiele zdziałać. Już w 1945 r. działalność sportową rozpoczęli szybownicy,a w 1951 r. sekcja spadochronowa, gdzie późniejszym instruktorem był Grzegorz Miliński urodzony w 1940 r. w Rudzie Pabianickiej. Początek jego przygody sportowej to jeszcze lata pięcdziesiąte. Na swięcie lotniska, młodym chłopcom rozdawano zaproszenia do łódzkiego aeroklubu. W aeroklubie młody Grzegorz poznał Bogdana Szmita, instruktora (mistrza Polski w skokach na celność lądowania) i następne wolne chwile spędzał na lotnisku. W latach późniejszych był wielokrotnym mistrzem Polski w skokach na celność lądowania, wielokrotnym uczestnikiem i zwycięzcą imprez międzynarodowych, a przede wszystkim oddanym instruktorem-wychowawcą młodziezy.

(FOTO ze zbiorów Piotra Czecha)

www.000webhost.com