Klub Sympatyków Rudy Pabianickiej

.

rudzka czytelnia

TAJEMNICA DWÓCH WILLI WYJAŚNIONA

Dziennik Łódzki 25 listopada/9
tekst Wiesława Pierzchały

Jeszcze jedna łódzka legenda odeszła do lamusa. Do tej pory mówiono, że Adolf Horak wybudował dwie rezydencje: dla siebie i swojego zięcia Siemensa. Prawda okazała się inna.

Willa Adolfa Horaka

Mieszkańcom Łodzi, a zwłaszcza Rudy Pabianickiej, doskonale jest znana okazała, zabytkowa rezydencja u zbiegu ul. Pabianickiej i Dubois. Tak, to willa Adolfa Horaka, jednego z czołowych fabrykantów 20-lecia międzywojennego.

Większość badaczy utrzymuje, że to właśnie on postawił dla siebie willę w 1928 roku, zaś w pobliżu wybudował dla swojego zięcia z rodziny Siemensów drugą rezydencję, na którą powszechnie mówiono "willa Siemensa". Okazało się, że obie informacje są mylne, tym bardziej, że Adolf Horak... nie miał zięcia z rodziny Siemensów.

-Z kwerendy, którą przeprowadziłem w archiwach wynika, że tak zwana willa Horaka została zbudowana w latach 1912-13 przez znanego fabrykanta Rudolfa Kellera, który w 1920 roku sprzedał ją Adolfowi Horakowi, zaś tak zwaną willę Siemensa postawił w latach 90 XIX wieku inny fabrykant, Peter Hasenklewer, mający w pobliżu zakład przemysłowy - wyjaśnia Piotr Ugorowicz z Wojewódzkiego Biura Ochrony Zabytków. w Łodzi, który w ten sposób wypełnił istotną białą plamę na mapie łódzkich zabytkowych rezydencji.

Po luksusach Horaka został... piec kaflowy

Dziś willa Kellera, bo tak należałoby o niej mówić, jest siedzibą firmy meblowej Poldem. Po dawnym wyposażeniu nie zostało ani śladu. Wyjątkiem jest ozdobny piec kaflowy, który niczym "samotny biały żagiel" zdobi pokój na piętrze. W pokojach mieszczą się biura, zaś poddasze przeznaczono na magazyn. Właścicielem firmy i rezydencji jest obywatel Francji, który interesuje się historią tego miejsca, czego przejawem są dwie duże tablice. Wiszą w korytarzu, tuż przy wejściu i za pomocą tekstu i zdjęć przedstawiają dzieje rodziny Horaków i jej majątków.

Willa Adolfa Horaka

Wszystko zaczęło się od Petera Hasenklawera, który w 1893 roku przy ówczesnej "szosie pabianickiej" - tak wtedy nazywano ul. Pabianicką, której patronem przed II wojną światową był Stanisław Staszic - uruchomiono fabryczkę zatrudniającą 10 robotników i produkującą farby do barwienia bawełny i jedwabiu. To właśnie on między ul. Pabianicką a Starorudzką wybudował dla siebie stylowy, eklektyczny, mający cechy architektury szwajcarskiej dom zwany "willą Siemensa", natomiast z firmą angielską Read Holiday and Sons, głównym producentem farb anilinowych w Europie, założył spółkę Rosyjska Fabryka Aniliny.

Hasenklewer ubija interes z Kellerem

Po pewnym czasie zlikwidował fabrykę, sprzedał większość działki, a sobie zostawił jedynie willę z otoczeniem. Nabywcą nieruchomości z z budynkami fabrycznymi okazał się Rudolf Keller, który do tego czasu był znany jako właściciel pałacyku z narożną wieżyczką w pobliżu skrzyżowania ul. Gdańskiej i Zielonej (dziś należy on do angielskiego, mieszkającego w Londynie aktora, Maksa Ryana) oraz pobliskiej fabryki wstążek i innych wyrobów pasmanteryjnych, która po ostatniej wojnie znana była jako zakłady Lenora.

Rudolf Keller ostro wziął się do roboty. Rozbudował dawną fabrykę Hasenklewera i obok postawił neobarokową rezydencję z kolumnami i wysokim dachem mansardowym. Nad oknem na północnej elewacji widnieje data 1912. Według Piotra Ugorowicza, wtedy zaczęto budować willę, a ukończono rok później. Jej luksusowe wnętrza zostały wyposażone wyrobami ściągniętymi z Berlina. Przy rezydencji utworzono wspaniały ogród, który - niestety - przetrwał jedynie na starych fotografiach.

Horak wykłada 2 miliony marek i zbija kokosy

To dziwne, ale fabrykant ten nie przetrwał w pamięci mieszkańców Rudy Pabianickiej. Być może stało się tak dlatego, że wkrótce wybuchła I wojna światowa i ludzie byli czym innym pochłonięci. Tym bardziej, że w lutym 1920 roku Rudolf Keller sprzedał willę z fabryką Adolfowi Horakowi za dwa miliony marek polskich i wyprowadził się z Rudy Pabianickiej.

Na scenie został Adolf Horak, prawdziwy król fabrykantów Rudy Pabianickiej, która przed wojną, jako osobne miasto, była nazywana "małym Berlinem", gdyż mieszkało w niej wielu Niemców. Pamięć o potentacie i jego zakładach włókienniczych przetrwała nawet w czasach PRL. Mimo, że zakłady od dawna miały za patrona Armię Ludową, to i tak każdy pracownik pytany gdzie pracuje, odruchowo odpowiadał: - U Horaka.

Mający niemieckie korzenie Adolf Horak miał ułatwiony start, gdyż jego ojciec Józef rozkręcił interes w branży lekkiej i dorobił się całkiem przyzwoitego majątku szacowanego na 100 tysięcy rubli. Syn nie spoczął na laurach i z czasem dzięki fabryce kupionej od Rudolfa Kellera, którą rozbudował i zmodernizował, dorobił się milionów.

Co ciekawe, był nie tylko fabrykantem, lecz także... biskupem. Było to możliwe, ponieważ był żarliwym baptystą, co oznaczało, że opowiadał się za chrztem dla dorosłych i należał do Chrześcijańskiego Kościoła Baptystów. Otaczał się baptystami, zatrudniał ich w swojej fabryce i utworzył gminę wyznaniową, której został biskupem. Dlatego mógł liczyć na znaczące dotacje ze Stanów Zjednoczonych, gdzie baptyści stworzyli bardzo silny i zamożny związek religijny. Dolary miały trafiać na utrzymanie gminy wyznaniowej i szerzenie wiary, nie jest jednak wykluczone, że część pieniędzy Adolf Horak przeznaczał na rozwój swojej fabryki. Jak zaznacza Leszek Skrzydło w "Rodach fabrykanckich", zarząd fabryki składał się z samych baptystów, wśród których byli członkowie rodziny.

Adolf Horak i jego żona Frieda mieli pięcioro dzieci. Córka Ruth wyszła za mąż za Adolfa Speidla, który mając doktorat z chemii wprowadzał nowe technologie w fabryce swojego teścia. Oboje zamieszkali w domu przy ul. Starorudzkiej. Córka Ingeborga związała się ze znanym chirurgiem Ellisem Speidlem. Oboje osiedlili się w willi przy ul. Starorudzkiej. Córka Katarzyna pokochała rosyjskiego emigranta Jerzego Bogdanowa, z którym wprowadziła się do domu przy ul. Dubois. Starszy syn Adolf junior poślubił Katarzynę Mohr. Państwo młodzi zamieszkali w domu przy ul. Joanny i Starorudzkiej. Młodszy syn Jan Zygfrydna którego wszyscy w rodzinie mówili "Sigi", z początku mieszkał w rezydencji z rodzicami, a potem przebywał w Czechach i Austrii. Wsławił się tym, że podczas wojny, w dobie holokaustu, zawarł w Wiedniu fikcyjny ślub z Żydówką i dzięki temu ją uratował.

Meandry Horaka: od baptystów do NSDAP

W końcu lat 20. XX wieku fabryka Adolfa Horaka - składająca się m.in. z tkalni, przędzalni, farbiarni i wykończalni oraz produkująca wyroby z tkanin pościelowych i fartuchowych - zatrudniała 1,3 tys. pracowników. Wśród kadry kierowniczej dominowali Niemcy, a wśród robotników - Polacy. Aż 10 procent swoich dochodów rodzina Horaków przeznaczała na cele społeczne, jak na przykład na wydawanie obiadów dla najbiedniejszych mieszkańców Rudy Pabianickiej. Mogła sobie na to pozwolić, bowiem w końcu lat 30. roczne obroty finansowe wynosiły 16 mln złotych.

Podczas wojny Adolf Horak zapisał się do NSDAP. Mimo to, gdy na tle fatalnie działającej stołówki doszło do ostrego konfliktu między załogą a szefami fabryki nastawionej wtedy na produkcję dla Wehrmahtu i zjawiło się gestapo, fabrykant nie pozwolił wtrącać się w sprawy zakładu i nie dał wywozić pracowników na roboty do III Rzeszy.

Gdy w styczniu 1945 roku do Łodzi wkroczyła Armia Czerwona, rodziny Horaków już nie było w Rudzie Pabianickiej. Wykorzystali to pracownicy i okoliczni mieszkańcy, którzy zdemolowali i rozkradli wyposażenie rezydencji fabrykantów. W czasach PRL, w willi najpierw była świetlica robotnicza, a potem dom kultury i ośrodek zdrowia, zaś fabrykę przejęło państwo i utworzyło zakłady bawełniane im. Armii Ludowej nazwane potem Albą, które w 1998 roku kupiła firma Protekt. W roku następnym właściciela zmieniła też willa Kellera i Horaka: najpierw przeszła w ręce firmy Pebex, a potem firmy Polden.

Jeśli zaś chodzi o willę Hasenklewera, to przed II wojną światową przechodziła z rąk do rąk. Wśród właścicieli była m.in. rodzina Goldammer. Najpewniej w rezydencji prze pewien czas mieszkali bardziej znaczący pracownicy Polskich Zakładów Siemensa wybudowanych w latach 20. przy ul. Starorudzkiej i dlatego z czasem powstała legenda o "willi Siemensa". Dziś należy ona do lokalnej firmy budowlanej i - niestety - stoi pusta.

FOTO: zdjęcie willi Adolfa Horaka pochodzi ze strony cit.lodz.pl , zdjęcie willi Hasenklewera - ze zbiorów Macieja Tarnowskiego.

A o to, co nasi Klubowicze mają do powiedzenia na ten temat.

Piotr Czech: Dla mnie to jest najładniejsza willa w tej części Rudy. Troszkę go odnowiono zabezpieczono przed dalszą dewastacją - dobre i to. Niestety, nie wiem do kogo należy obecnie, ale był tam, ze trzy lata temu, jakiś bankiet czy inna impreza... Od tamtego czasu, dalej nic się tu nie dzieje.

Katarzyna Kowalczyk: Ta impreza to było dziesięciolecie firmy Wrangler z występami Golców i fajerwerkami. A teraz... Aż serce ściska, jak się na to patrzy, taki budynek i stoi pusty, park też ogrodzili, szkoda...:(

Jerzy Andrzej Ciemnoczułowski: To tu powinno być Muzeum Rudy Pabianickiej i pofabrykanckich wnętrz.

Krzysztof Saliński: Ten pałacyk na pewno był własnością Adolfa Horaka. Na początku lat 60. ubiegłego wieku był ogrodzony pięknym wysokim murem, składającym się w większości z szarego marmuru (tak mówili dorośli).

Wtedy byłem małym dzieckiem, ale pamiętam, jak przez kilka dni wszystko rozebrali, a cenniejsze fragmenty wywieziono w nieznane. Pamiętam, że w czasie budowy następnego niskiego ogrodzenia wykopano z ziemi duże ilości "pamiątek" z II wojny (karabiny, mundury, chełmy i mnóstwo jakiś dokumentów). Natomiast w samym budynku, w oknach w korytarzach jeszcze przez wiele lat znajdowały się piękne witraże. Na widocznym ganku na ścianach i suficie było wspaniałe malowidło przedstawiające małpy skaczące po drzewach owocowych. We wszystkich drzwiach znajdowały się rzeżbione mosiężne klamki. Teren wokół pałacyku wszyscy nazywali parkiem. Rosło w nim dużo drzew owocowych, a panowie chcący sobie wypić też znależli swój zaciszny kątek. Z fontanny, która popadła w ruinę tryskały kilkumetrowe strumienie oświelane wieczorem kolorowymi reflektorami. To miejsce było sielanką dla okolicznych mieszkańców. I jeszcze wiele by można o tym miejscu napisać...

Piotr Czech: Chciałem w pierwszej chwili zaprotestować, na pierwsze zdanie napisane przez Kol. Salińskiego. Ale pomyślałem tak: Może i Horak przejął ten pałacyk po Goldamerze w czasie hitlerowskiej okupacji? Niemcy wtedy panoszyli się tu okrutnie... Więc, kto wie...? Tym bardziej, że Goldamer chyba Niemcem nie był.

Krzysztof Saliński: Kolego Piotrze, może uda nam wciągnąć do tej dyskusji więcej znajomych. Może się mylę, ale wg książek o starej Łodzi Otto Goldammer był dostawcą maszyn włókienniczych do Łódzkich fabryk, na przełomie XIX i XX w., a Horak zbudował swoją fabrykę na początku XX w. W książce pt. "ŁÓDŻ NASZE MIASTO" znajduje się zdanie: "Fabryka mieściła się przy ul. Pabianickiej 146/148. Tereny, na których rozciągało się królestwo Horaka należały do Rudy Pabianickiej". A może ktoś ma jakieś inne informacje?

Piotr Czech: Ten pałacyk jest o wiele starszy od tego, który wybudował Horak na posesji obok. Pochodzi z przełomu wieków. Ostatnim przedwojennym właścielem (chyba trzecim z kolei, bo o trzech już wiemy napewno) był p. Goldammer (nie wiem czy Otto, o którym piszesz, czy jego syn). Moja śp. Mama bywała u p. Goldammerowej, stąd wiem co-nieco więcej niż inni rówieśnicy (choć nadal - przyznaję - bardzo mało).

Podczas wojny losy mojej rodziny, jak i wielu rudzkich rodzin, się pogmatwały na tyle, że Mama straciła z oczu państwa Goldammerów, a po wojnie Goldammerowie już chyba do Rudy nie wrócili. Właściwy pałac Horaka, jego fabryka i inne nieruchomości zostały upaństwowione przez komunistów, jako mienie poniemieckie. Ten pałacyk - mimo, że przed wojną nie należał do Horaka - też został niejako włączony do tej państwowej już posiadłości i stąd zapewne w późniejszych planach i publikacjach występuje pod jednym adresem. A, że papier jest cierpliwy i nawet historycy się mogą mylić to i publicyści, i dziennikarze (ci ostatni, to już nagminnie!) rozpowszechniają jakieś plotki, nie zadając sobie trudu zweryfikowania zasłyszanych informacji. Tak powstała np. legenda powtarzana przez niby poważnych regionalistów i przewodników TPŁ o fabryce i pałacu Siemensa. Dlatego - kolego Krzysztofie - do pewnych "źródeł" pisanych należy podchodzić równie ostrożnie, co do opowieści zasłyszanych u fryzjera.

Zbyszek Frontczak: Parkan wybudował Goldammer. Nie można wykluczyć, że Rezigerowie wynajmowali pałacyk komuś z kierownictwa fabryki Siemensa. Ale nazwa "willa Siemensa" jest dużym nadużyciem. To, o czym mówi kolega Saliński jest bardzo ciekawe. Zaraz po wojnie za parkanem leżał wrak samolotu.

Krzysztof Saliński: Dzięki za wiadomości, o których do tej pory nie słyszałem. Ale zapewniam, że najprawdziwszą prawdą jest, że 40-kilka lat temu zleciałem z tego dachu na werandę (po lewej), a póżniej właściciel tego mieszkania ganiał mnie z kijem po podwórku. Zapewniam również, że posterunek ORMO, który znajdował się w małym budynku przy ulicy (istniejący nadal) był obiektem naszej zabawy, przez co mieliśmy opinię chuliganów. Ale poza tym byliśmy bardzo grzeczni.

Piotr Czech: Oczywiste jest, że fabryka Siemensa w Rudzie i - więcej - na Starorudzkiej legendą nie jest. Była położona - o ile pamiętam z naszej duskusji na forum - chyba pod 12-tym, a więc trochę dalej niż przy Pabianickiej. Legendą jest tzw. "Portiernia zakładów Siemensa" lokalizowana przez poniektórych w klasycystycznym budynku przy Pabianickiej i ów "Pałac Siemensa", wpisany nawet do rejestru zabytków pod tą nazwą. A napewno już postać jakiegoś "Siemensa - zięcia Horaka" - bo i takie rzeczy ludzie gadali.

Z budyneczkiem przy tym pałacyku (stróżówką) też mam niemiłe wspomnienia, bo chcieli mi tam jakieś ormowskie dziady "ubranie wytrzepać" (razem ze skórą:))) ), za jakieś dziecięce przewinienie.

Ewa Janowska: Przez ten park przy pałacyku prowadzałam moje córki do pobliskiego żłobka. Wtedy okalał go (koniec lat 70., początek 80.) tylko niski murek, po którym trzymane za rączki lubiły chodzić moje pociechy. Szkoda, że nie ma właściciela, który przywróciłby mu dawną świetność.

Iwona Morawska: Ja ten pałacyk pamiętam z drugiej połowy lat 70. kiedy przychodziłam tu przez czas jakiś (niezbyt długi) na naukę gry na gitarze klasycznej i często odwiedzałam biblioteke zakładową ZPB im. Armii Ludowej. Żadnych cudów architektonicznych juz tam nie było :( Aha, jeszcze wiem, że moja babcia przychodziła tu raz w tygodniu na spotkania emerytów i rencistów - byłych pracowników Horaka i ZPB.

www.000webhost.com