Klub Sympatyków Rudy Pabianickiej

.

rudzka czytelnia

Rudzkie rodziny

wspomnienia Klubowiczów

Ewa Kmiecik: Ja myślę, że dobrym przykładem będą Dziomdziorowie. W Rudzie wszyscy wiedzą kto to. Ja pamiętam Piotra i Pawła.

Kamila Zając: Służę pomocą w dziedzinie ogrodniczej, do której z pewnością można zaliczyć:

1. Państwa Dziomdziorów
2. Państwa Lapetów
3. Państwa Biniek
4. Państwa Rakowskich
5. Państwa Pietrzyków
6. Państwa Wintrowiczów
7. Państwa Śmiechowiczów
8. Państwa Drożdżów
9. Państwa Paczuszków/ Kuszmidrów
10. Państwa Kminów
11. Państwa Pietrzykowskich/ Grala/ Jakiel
12. Państwa Paruzelów
13. Państwa Heleniaków
14. Państwa Grońskich
i Państwa Banasów, Banasiów i Apostolidisów, rodzinę mojego ojca.

Piotr Czech: Do tego zestawienia, pozwolę sobie dodać kilka rodzin ogrodniczych z terenu Rokicia:

Na osi Franciszka:
- Dziomdziorowie (z Franciszka chyba 2/4),
- Korzepa (Korzepina?),
- Słomczykowscy,
- Czech (mój Ojciec później ja na Franciszka 40),
- jeszcze jedni Dziomdziorowie (Franciszka chyba 60)
Nieco z boku:
- Kapustowie (z Czahary),
- Piątkowscy (z Pustynnej);
a dalej "za kanałem" (za Jasieniem) to Krakowiak, Bednarczyk i między nimi ... ktoś jeszcze, ale nie pamiętam nazwiska. Ale "za kanałem" to już chyba nie Ruda.

Elżbieta Świderska: O Dziomdziorach z Franciszka to nawet czytałam w ksiażce, oczywiście ani autora ani tytułu nie pamiętam. Przeczytałam tam również, że w ogrodnictwie nastawiano zegarki słysząc jadący pociąg Koleją Obwodową. Osobiście znam - znałam - kilkoro. Również ś.p. Krzyśka Lapetę.

Piotr Czech: kwiaciarnia na Marysinie też należała do pani Dziomdziorowej, ale której - niestety już nie wiem (nie pamiętam, choć Mama mówiła jej po imieniu). Pisałem już kiedyś, że jest tych rodzin ogrodniczych o tym samym nazwisku kilka w Rudzie. Czy byli najwięksi, czy tylko bardzo duzi - to już mniej ważne... Były nawet całkiem małe ogrodnictwa firmowane tym nazwiskiem.

Zbigniew Okruszek: No właśnie, tak pisano o rudzkich badylarzach:

"Na lotnisku w Lublinku można by zrobić dobry interes. Pierwszy połapał się w możliwościach - tak się przynajmniej słyszy - pewien właściciel rozległych szklarni w Rudzie Pabianickiej. To jeden z tych przedsiębiorców, którzy robią w zielonych nowalijkach. Robią też w kwiatach. A że na punkcie całowania dam w rączkę i wzajemnego obdarowywania się kwiatami mamy niezłego hyzia, więc "szklarze" zacierają ręce. Interes kwitnie jak nigdy. Byle tak dalej. W pełnej interesujących pomysłów głowie "szklarza" skrystalizował się projekt, który jeśli w istocie odpowiada prawdzie, nie może nie budzić zastanowienia. Otóż ów dynamicznie nastrojony człowiek gotów byłby wydzierżawić pas startowy na Lublinku. Gotów byłby sypnąć milionem, aby ten pas na tyle przedłużyć, by mogły na nim spocząć jakieś większe samoloty. Gość ma nie tylko kark. Ma też łepetynę na karku. Szybko obliczył, że lotniczy eksport szklarniowych nowalijek do Hamburga i gdzie indziej przyniósłby mu w ciągu niewielu lat ogromny majątek w tej twardej, do tego dewizowej walucie. Nie wiem ile w tych pogłoskach prawdy. Tak czy owak są zastanawiające." Jak widać - Ruda to potęga... Dodam, że cytat pochodzi z odległej epoki, z 1973 r.

Piotr Zygmunt Kołakowski: Termin "badylarze" ma wydźwięk pejoratywny, tak jak "prywaciarz". W państwie robotników i chłopów celowo wprowadzano takie terminy, aby zdyskredytować tę warstwę społeczna i wyraźnie oddzielić od zdrowej tkanki społeczeństwa w państwie sprawiedliwości społecznej. Trzeba też było wskazać czytelnego wroga władzy ludowej i w razie potrzeby w odpowiednim kierunku skierować gniew ludu. Władza zawsze tak robiła. Ja mogę tylko zasygnalizować klany stolarzy z mojej ulicy. Państwo Kaczorowscy, Sienkiewicze, Makowscy... Pan Kaczorowski opowiadał, jak dla Pana Zbigniewa Frankiewicza (Framera), na początku jego kariery wykonał gitarę(!). Takie to były czasy, że muzycy w ten sposób organizowali sobie sprzęt. Państwo Kaczorowscy przyjmowali zamówienia na całe umeblowanie domu - łącznie z kuchnią i łazienką. W tych czasach nie było specjalizacji. Pan Sienkiewicz specjalizował się w stolarce okiennej i w drobnych meblach. A ze stolarnią państwa Makowskich kojarzy mi się Moskwicz (model po Olimpii), który zawsze, nie wiadomo czemu, był zaparkowany na ulicy...

Jan Dółka: Do grupy rodowitych mieszkańców Rudy dodałbym jeszcze Ród Dółków.

Natalia Salamon: Czy Państwo znają historię rudzkiej familii Łapczyńskich z ul. Rudzkiej? Przedwojennego chemika. Rodzina nadal tam mieszka. Oraz rodziny Niewiejskich - Pani Niewiejska, artystka plastyk, a Pan Niewiejski bodajże notariusz, także z ul.Rudzkiej, zamieszkałych w pałacyku nad Stawami Stefańskiego, z resztą obok willi Łapczyńskich?

Urszula Ruta-Węgrzyn: Dom i dawna fabryka państwa Łapczyńskich mieści się z tyłu "Barkaresu".

Elżbieta Świderska: Jadzia z domu Łapczyńska uczyła języka niemieckiego w XX LO, znałyśmy się i lubiły.

Natalia Salamon: Troszkę przybliżę gdzie sa te wille. Z jednej strony graniczą z Rudzką, z drugiej ze Stawami Stefańskiego. Willa gdzie mieszkali Niewiejscy znajduje się obok Bakaresu, a dom Łapczynskich jest następny, jak mi wiadomo. Panią Jadzię znam osobiście z racji przyjaźni z jej córka Kasią oraz tego, że moja mama także uczyła w XX LO. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej i od innych Rudzian. Czym zajmował sie pan Łapczynski? Słyszałam, że robił przed wojną komponenty do wyrobów angielskiej firmy kosmetycznej COTY, pewnie stąd ta fabryka przy domu. I także szczęśliwie sie składa, że państwa Niewiejskich także znam, ale Pani Krystyna ( jedna z panien Niewiejskich) nie korzysta z diabelskiego urzadzenia jakim jest komputer i internet. Licze na Państwa.

Sławomir Fraszka: Kiedyś znani właściciele ziemscy Fijałkowscy swoje grunta mieli na Chachule, Rokiciu i przy Rudzkiej Górze. Przed wojną, w okolicy na Lotniska miał ziemię Bergman. Te tereny przed wojną zostały przeznaczone pod budownictwo jednorodzinne i tam właśnie mieszkam ja. W roku 1931 mój dziadek Stanisław z żoną Anną kupili działkę nr.13, a działkę nr.12 brat mojej babci, Władysław Kurczewski, od Marjanny, córki Jana i Anieli Bergmanów i jej męża Ludwika Cieślińskiego. Folwark i młyn na Charzewie - niestety nie pamiętam do kogo należały. A co do znanych rodzin, to trzeba wspomnieć o Piechach bo nawet jak ktoś w Rudzie ich nie znał, to na pewno o nich słyszał.W latach 60 przy Odrzańskiej swoje szklarnie mieli Młynarczykowie. Na Prądzyńskiego, na wprost Pustej, szklarnie należały do Lewandowskiego. Wyrabiał on też kręgi do studni i kopał studnie.

Zbigniew Simiński: Folwark od właścicieli Charzewa kupił właśnie Bergman. Były to zabudowania gospodarskie, kawałek łąki i pas ziemi między ulicami Pustą i Lotniczą. Bergman miał gromadkę dzieci i część parcel im zapisał. Pani Cieślińska była jedną z jego córek. Dom mieszkalny starego Bergmana istnieje do dziś (ul. Dubois 100), reszta to wspomnienia.

Zbyszek Frontczak: W internecie można znaleźć taki tekst: "Jedna z najbardziej znanych łódzkich kamienic swoją nazwę - "pod góralem" - zawdzięcza charakterystycznej rzeźbie na froncie. Kamienicy wiele miejsca poświęcił w swojej książce "Tajemnice starych kamienic" Edmund Jarzyński. Jej budowę rozpoczęto w 1909 roku. Wtedy Jan Witold Starowicz, stały mieszkaniec Łodzi, jak podawano w zachowanych dokumentach, otrzymał od Urzędu Budowlanego Guberni Piotrkowskiej zezwolenie na jej wzniesienie". Być może J.W. Starowicz mieszkał na stałe w Łodzi, lecz należał do niego spory majątek w Chachule. Tam pomieszkiwał i tam skończył swój pracowity żywot i stamtąd wyruszył w ostatnią podróż na Stary Cmentarz w Łodzi. W jaki sposób wszedł Starowicz w posiadanie części folwarku Chachuła nie wiadomo ( działy rodzinne ?). Rodzina Starowiczów posiadała tutaj ziemię do wybuchu wojny, choć ich nazwisko już nic nie mówi mieszkańcom tej części miasta. Sylwetkę Starowicza przybliża nam figura górala, bo wiele przemawia za tym, że to właśnie on pozował do tej figury ( np.góral nosi buty a nie kierpce).

www.000webhost.com