Klub Sympatyków Rudy Pabianickiej

.

rudzka czytelnia

Z cyklu: Życie w Rudzie - Rudzka Rewia Mody

wspomnienia Klubowiczów

Piotr Zygmunt Kołakowski: Historia Rudy nierozerwalnie związana jest z historią mody. Zaraz po wojnie modne były ubiory militarne, panowie w oficerkach i battledressach. Później "za Stalina" królowali tzw. bikiniarze - w samodziałowych marynarkach, butach na słoninie i krawatach z rozmaitymi malunkami. Przeciwwagą była młodzież z ZMP, w czerwonych krawatach do zielonych koszul.

Eksplozja wyrobów dżinsowych i dżinsopodobnych (ODRY, Szariki itp.) zaczęła się za późnego Gomułki. Arystokracja chodziła we Wranglerach, Levisach, Riflach. Były też śmieszne kurtki z ortalionu wykończone kolorową krajką - szwedki. Królowały koszule non iron, płaszcze z ortalionu. A za Gierka spódnice bananowe...

Jerzy Andrzej Ciemnoczułowski Bikiniarz miał obcisłe i przykrótkie spodnie, kończące się dobre 5 cm nad kostką i kolorowe skarpetki. Do tego kraciasta marynara i te buty na słoninie. A ukoronowaniem całości była fryzura zaczesana w tzw "kaczy kuperek". Było takich sporo na Marysinie, dziś jeszcze można to zobaczyć w wydaniu jakiejś warszawskiej kapeli. A jak krawat, to na gumkę i obowiązkowo z baletnicą z kółkiem hula hop. Boże co za tandeta. Dość popularne były jeszcze buty narciarki, ze ściętym noskiem i klapką przykrywającą sznurowanie. Ale za moich czasów w podstawówce, szczytem elegancji była czapka pilotka z takimi śmiesznymi klapkami na uszach. Niestety Rodzice mi tego nie chcieli kupić, widać mieli inny smak estetyczny. Czapki te występowały w różnych wykonaniach, od skórkowej do ceratowej. Następną modą chyba ogólnonarodową, była czapka "degolówka". Najczęściej chodziłem w chińskich dresach, teksasy to już były, gdy miałem naście lat. Jeżeli chodzi o fryzury w wydaniu męskim, to jak pamiętam na pytanie Felusia, jak strzyżemy, odpowiedź była jedna "krótko po męsku". Wygląd przypominał ruskiego Iwana z kołchozu, to była sztampa. Była jeszcze odmiana "z grzywką", czyli cała głowa na łyso, a z przodu wisiała kępka włosów.

Elżbieta Świderska: Kobiecy mózg zajmują głównie BUTY. W czasie siarczystych mrozów nosiłam kapce - oryginalne góralskie, z prawdziwej wełny i skóry. Później narciarki dla szpanu, kolorowe pończochy, farbowane w garze po nocy. W XX-stce wtedy mocno potępiane. Wracam do butów - kaczuszki, drewniaki na bardzo wysokich koturnach, szpileczki włoskie i jeszcze, do szerokich krochmalonych, kretonowych spódnic na halkach, też wykrochmalonych - baletki. Płaszcze ortalionowe od marynarzy - cud piękności. No i cała epoka dżinsu: spodnie, spódnice, sukienki, kurtki.

Piotr Zygmunt Kołakowski: A pamiętacie przedmiot pożądania wszystkich - buty Relax ???? Kto nie miał tych butów, nie istniał towarzysko. W pewnym okresie, wyjście na podwórko bez tego kosmicznie wyglądającego obuwia było po prostu nietaktem. Te buty trzeba było mieć i już. Były prawdziwym hitem za późnego Gierka. Wyglądały bajerancko, ale w zimie i tak dość szybko przeciekały i kaloryfery w domach zawalone były mokrymi skarpetkami. Sława ich była tak wielka, że, jak pamiętam, były wykorzystane w filmie "Seksmisja".

Ewa Kmiecik: Jeśli chodzi o obuwie, to ja pamiętam, że super modne były potocznie nazywane "trepy" (lub chodaki). Koniecznie w kolorze żółtym (teraz też modnym) i na obcasie. Potem były w grochy i białe na koturnie. Z obuwia zimowego pamiętam kozaczki sznurowane do kolan, w kolorze czerwonym, wyglądały jak z zespołu ludowego "Śląsk". To obuwie damskie, a męskie - chyba mówiło się na to "slajdy", na grubej podeszwie z trzema czarnymi pasami. Przypomniały mi się też spodnie męskie zaprasowywane w dużą ilość kantów, dosyć szerokich, coś tak jak plisowana spódniczka. To był szczyt elegancji.

Nina Białecka: Pamiętam płaszcz z ortalionu, bo sama taki miałam. I spódnice a'la skórka, do tego płaszcz ze skóry, a u szewca na przystanku tramwajowym Marysin - w kolejce czekało się na wysokie sznurowane kozaki (po latach znowu takie były modne). Spódnice bananówki, spódnice z farbowanej tetry, swetry robione na drutach i szydełku też z farbowanej wełny i wiele innych wymyślnych kreacji. Całe noce szycie, robienie na drutach, aby rano można było coś nowego założyć na siebie - w tych czasach było wiele sklepów z materiałami produkowanymi w Łodzi, więc chociaż to można było kupić i wystarczyło troche zdolności. Możliwe też było kupno gotowych wykrojów.

Piotr Zygmunt Kołakowski: Z minionym okresem nieodwołalne kojarzy się ażurowa podkoszulka - noszona w upalne dni jako element ozdobny garderoby. Najczęściej na ramiączka, z wielkimi dziurami, jakby zrobiona z siatki na ryby. Na plaży u Stefańskiego spotykało się osobników z wypalonym przez słońce, charakterystycznym wzorem szachownicy na torsie. Koszulka szczególnie lubiana przez wszelkiego rodzaju robotników, stosowana jako strój roboczy. A piękniejsza połowa Rudziaków u Stefańskiego? Stroje jednoczęściowe, dwuczęściowe, potem przyciągające wzrok - stroje bikini..

BERET - to było podstawowe nakrycie głowy stosowane przez klasę robotniczą. Występował tylko w jednym, czarnym kolorze. Spod beretu wystawały dwie tasiemki, których rola nie jest do końca jasna. Dla jednych był to element ozdobny, innym służył wyłącznie do pozycjonowania beretu na głowie. Marynarze w Sowietach też mieli tasiemki, ale przy czapce - podobno oznaczało to, że flota ma admirała, więc może jest jakaś analogia??? Beret zwieńczony był antenką, która zawsze budziła największe kontrowersje i stała się ostatecznie przyczyną zniknięcia beretu z krajobrazu naszych ulic i budów. Wraz z zamianą beretu na kask, runął w gruzach cały autorytet robotnika - fachowca. Robotnik pozbawiony beretu, ażurowej podkoszulki na ramiączka, o której pisałem w poprzednim poście i drelichowych spodni ściągniętych sznurkiem, nie budził już zaufania.

Jeżeli spodnie, to obowiązkowo "dzwony" - właściwie jest to powracający dziś symbol mody lat 70-tych. Były to obcisłe do bólu spodnie, nie wiem jak co poniektórzy wypełnili potem rolę prokreacyjną. Eleganci kupowali je specjalnie za małe, następnie wciskało się je na mokro w wannie i pozostawiało do wyschnięcia na ciele. Nogawki były bardzo mocno rozszerzane od kolan albo od bioder. Z pod spodu nogawki pod żadnym pozorem nie mogły wystawać buty (najczęściej "koturny"). Dopuszczalne było wszywanie w dolną część nogawki, szerokich klinów. Dla podniesienia efektu, w tylnej kieszeni spodni można było umieścić grzebień, im większy tym lepiej. Moda noszenia grzebienia była popularna zwłaszcza w NRD - u nas to był eksport. "Dzwony" były obowiązkowym elementem ubioru, całej naszej czołówki estradowej. Jednak największy wkład w lansowanie tej mody miał Jerzy Połomski (wierny jej do dziś).

Maciej Tarnowski: Swego czasu szczytem mody zimowej były swojskie, piekielnie drapiące swetry z owczej wełny, robione na drutach przez górali - co bardziej wprawiona gaździna robiła taki sweter w ciągu jednej nocy... I czapeczki dłubane szydełkiem z kolorowych włóczek, wzornictwo indywidualne, na czubku obowiązkowa dziurka... Ja swój wzór wymyślałem rysując krzyżyki na papierze w kratkę, mama przeniosła to potem na ową czapkę :)

Jerzy Andrzej Ciemnoczułowski Kto pamięta "elegantów" tamtych czasów, nosili koszule z przydługimi rękawami, które były "skracane" przez gumki (majtkowe) w postaci opasek na ramieniu. Dziś do wyboru koszula standard, długi i krótszy rękaw. A jeszcze jeden bikiniarski symbol tamtych lat - to skrzypiące buty. Niektórzy szewcy potrafili takie buty produkować na zamówienie, szedł taki elegant skrzypiał z daleka go było słychać. A oglądając zdjęcia z przedszkola, widać chłopców w fartuszkach dla dziewczynek ( bo dla chłopców takowych nie było), a nas ubranych w coś co przypomina fartuch ruskiego felczera - może było to praktyczne, ale wygląd...

www.000webhost.com