Klub Sympatyków Rudy Pabianickiej

.

rudzka czytelnia

Wybrane obszerne fragmenty artykułu wspomnieniowego autorstwa Zbyszka Adamasa pt. "SMUTNY WRZESIEŃ".

Wspomnienie zostało wydane w Tomie VII(2009) ROCZNIKÓW ŁOWICKICH, wyd. Łowickie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Łowicz 2010. Poniższa praca została wzbogacona nawiązaniem do związków rodziny autora z Rudą. (część 2)

TRZY WERSJE ŚMIERCI PORUCZNIAKA SAŁUDY - BITWA NAD BZURĄ

17 września 1939 (8) roku do domu moich pradziadków - Anny i Józefa Żabków przyszedł znajomy i przyjaciel z Małszyc, Roch Adamas (jeden z moich pradziadków). Pod pretekstem konieczności zabezpieczenia dobytku przed Niemcami, wywołał mojego pradziadka ze strony mamy - Józefa przed dom. Powiedział mu ściszonym i smutnym głosem:

- Józek, Bronek Józi zabity! Pomyśl jak jej to powiedzieć?
- A skąd o tym wiesz? - zapytał pradziadek.
- Przyjechał chłopak mojego kuzyna spod Kompiny i powiedział, że nauczyciel Sałuda, którego dobrze znają, leży wśród pochowanych po tej wielkiej bitwie o Bednary.
- Czy jesteś pewny? - drążył temat dalej.
- Tak, Niemce wszystkich spisują i każą oznaczać mogiły tych co wiadomo jak się nazywają.
- Czy ten Twój kuzyn jest pewien, na pewno? – pytał dalej pradziadek.
- Musi tak być, to Antoś (Antoni) Adamas, wiesz, ten z Chąśna, a ten to nie może łgać! Opowiadali wojaki, że Sałuda w nocy 13-go, był na zwiadzie i już nie wrócił. Rano jak poszli w stronę Bzury to znaleźli jego i trzech strzelców z oddziału por. Sałudy. Wszyscy leżeli przy leju po granacie! Bez śladów krwi!

Pradziad Józef, smutny i wielce zafrasowany, poszedł do izby córki i wnuczki, które latem zamieszkały w jego domu, wspólnie w pokoju z młodszą siostrą babci - Jasią. Dom ten to obecnie ul. Zamkowa 36 w Łowiczu. Co wtedy myślał? Chyba zastanawiał się jak to powiedzieć swojemu dziecku. Wchodząc do izby nie musiał dużo mówić. Józia przytulając małą Danusię już wiedziała, już czuła. Ojciec powiedział: - Józia, wiesz Bronek...

Babcia zasłoniła dłońmi uszy i... - pozostała wdową do końca swojego życia.

Do 1979 roku historia śmierci mojego dziadka przekazana mnie i moim bliskim była skrzętnie przechowywana przez moją rodzinę i stanowiła często element rodzinnych opowieści. Wielokrotnie bywając na wakacjach w Łowiczu, byłem świadkiem, że cała moja łowicka rodzina wspominała tę historię, zawsze starając się o to, aby prawda o moim dziadku nigdy nie uległa zatarciu. Moi bliscy z Łowicza pielęgnują mogiłę dziadka z pietyzmem i dbają o pamięć o nim. Jestem im bardzo wdzięczny. To rodziny Zasępów, Wielców a wcześniej Adamasów i Żabków są moją łowicką opoką. Jestem im wszystkim bardzo wdzięczny bo ilekroć jestem w Łowiczu mogę liczyć na ich serdeczną gościnność.

Wiosną 1979 roku przyjechał do nas do Łodzi do Rudy, z wcześniej zapowiedzianą wizytą, znany autor powieści i opowiadań Teodor Goździkiewicz. Doświadczony i znany pisarz odwiedził nas w celu udostępnienia przez naszą rodzinę fotografii por. Bronisława Sałudy. Od wielu lat opisywał dzieje naszych stron. Wtedy zbierał materiały do artykułu o naszym dziadku. Stanowiło to dla nas wielką nobilitację, ponieważ wcześniej nikt z czymś takim się do nas nie zwrócił. Uczyniliśmy wszystko co mogło przyczynić się do poszerzenia wiedzy pisarza. Oczywiście fotografię wybraliśmy wspólnie i wizyta ta przerodziła się w ponowny powrót do „tamtych czasów”.

Efektem pracy T. Goździkiewicza był tzw. fragment większej całości, który ukazał się w ogólnopolskim "Tygodniku Kulturalnym" w dniu 2 IX 1979 roku (9). Nie znając ostatecznej wersji opisywanych wydarzeń, przeczytaliśmy artykuł z zaciekawieniem, także smutkiem ale i nieukrywaną dumą. Rzecz dotyczyła Bitwy nad Bzurą i nosiła tytuł "ŚMIERĆ PORUCZNIKA SAŁUDY".

Autor umiejscowił ten fakt w dniu 14 września rano, w natarciu 7. kompanii (10), pod dowództwem mojego dziadka, ze wsi Płaskocin, w kierunku wsi Janowice aż do wsi Bednary - czyli za Bzurę i tory kolejowe. Teodor Goździkiewicz opisał śmierć mojego dziadka tymi słowami: "...Należy atakować. Porucznik Sałuda podaje dalej: - Pluton naprzód! Pojedynczo skok! Sam poderwał się z ziemi, przebiegł kilka metrów, padł, i zwrócony do leżących za nim żołnierzy rozkazuje dalej, wskazując wyciągniętą dłonią uzbrojoną w visa kierunek natarcia... ...Wtedy zginął pierwszy żołnierz... ...Porucznik Sałuda dał sygnał rakietą: - Skrócić ogień do wsi Janowice!... ...W ulewie ostrzałów resztki plutonu dobiegają do rzeki, wchodzą w płytki nurt i zapadają pod wysoką skarpą brzegu na drugiej stronie... ...Porucznik Sałuda wie, że zalec w natarciu, to stracić cały pluton. Prowadzi więc natarcie dalej... ...- Naprzód! - krzyczy ochrypłym głosem i wybiega zza skarpy, musi bowiem dać przykład. Skoczył kilka kroków i padł. Na twarz i na brzuch. Przywarł mocno do ziemi, do murawy pastwiska, nogi wyciągnął i znieruchomiał... ...W potylicy miał ranę zadaną odłamkiem granatu...” (11).

Opis jednoznacznie wskazuje, że dziadek wraz ze swoją kompanią przekroczył Bzurę i dotarł pod wieś Bednary.

W tym samym czasie co wspomniany artykuł T. Goździkiewicza, czyli w czterdziestą rocznicę pamiętnego września, w Polskim Radiu wyemitowano audycję dokumentalną Alicji Maciejowskiej i Bronisława Sałudy (bratanka mojego dziadka!) zatytułowaną "NAD BZURĄ ROKU PAMIĘTNEGO" (12).

W reportażu tym naoczny świadek zdarzeń z tamtych dni, żołnierz i sąsiad porucznika Sałudy tak opisuje zdarzenie z 14 września 1939 roku: "...Rano, Gągolin Południowy pod Sochaczewem, niektórzy się bali, niektórzy nie jak to zwykle bywa, siła nasza słabnie bo nie ma już kto strzelać, podajemy po linii: - Nie przerywać ognia! Ale nie było już komu, bo już trupów może była połowa, resztę było rannych i rozbitków. A później za jakieś dwie, trzy godziny, jak nadeszła duża siła, to ziemia z błotem się zmieszała, tak zaczęli bić. Do Bzury doszliśmy i już dalej nie szliśmy. Ja byłem starszym strzelcem a on był porucznikiem: - Sałuda. To był nauczyciel, a my byliśmy jak sąsiady prawie. To on zginął. Dowodził do samego końca. Dowodził tak: - kule bili, a tam każdy przywarował, jak zając przy miedzy, a on naprzód, i naprzód, i naprzód! Mi się zdaje, że dostał gorączki czy coś, bo rozebrał się z płaszcza i do przodu i zara padł i to wszystko..." (13).

Z batalionu dziadka ocalało 17 żołnierzy. Zginął także dowódca III batalionu - major Zygmunt Roszkowski (14).

CMENTARZ KATEDRALNY W ŁOWICZU

Po ustaniu działań wojennych, jeszcze przed końcem września, babcia zdecydowała, że miejscem spoczynku dziadka powinien być łowicki cmentarz. Dzięki pomocy całej rodziny i wielu znajomych prochy jej męża zostały przewiezione z cmentarza wojennego pod Kompiną do kwatery Kolegiackiego Cmentarza (15). Sprawy administracyjne nie sprawiły żadnych kłopotów. Władze okupacyjne wystawiły odpowiednie pozwolenia i pozostał tylko problem przewiezienia prostej wojskowej trumny. Większość wozów wykorzystało Wojsko Polskie na tzw, podwody i jeszcze wielu okolicznych mieszkańców nie wróciło z wozami - użytymi do taborów wojskowych. Wielu młodych mężczyzn "zatrudnionych" w tym specyficznym transporcie wracało bez swoich wozów i koni. Rozpoczęta zawierucha wojenna nie oszczędziła nikogo i niczego. Wielu musiało zaczynać od nowa - od odbudowy gospodarstw i ratowania ocalałego dobytku. W takich chwilach ludzie wzajemnie sobie pomagali. Najmłodszy brat mojej babci Mieczysław wrócił bez koni i furmanki. Z pomocą przyszła rodzina Adamasów z Blichu. Ich najmłodszy syn Mieczysław ocalił cały rodzinny zaprzęg i chętnie zobowiązał się przewieźć trumnę z ciałem dziadka do Łowicza.

Wkrótce ekshumowano porucznika Bronisława Sałudę. Skromny orszak żałobny wyruszył z Kompiny do Łowicza. Słowo orszak to zbyt dużo! Wiejską furmanką, z trumną dziadka, jechali: moja babcia, jej brat Henryk Żabka (16) i powoził wspomniany Mieczysław Adamas (17). W ostatniej drodze żołnierza, na jego wojskowej trumnie umieszczona była galowa czapka oficerska. Mijający samochodami niemieccy oficerowie "zwycięskiej armii" przystawali i salutowali oddając hołd ich niedawnemu przeciwnikowi. - Co za ironia! - Jednak tak było!

Należymy do narodu, który ceni i szanuje prawdę. Przez następnych ponad pięć lat, owi "zwycięzcy", zapomnieli o jakichkolwiek konwencjach międzynarodowych, siejąc mordy i przemoc.

W opowiadaniach babci i mamy zapadł mi w pamięci opis mogiły polowej spod Kompiny. Dziadek owinięty był szczelnie w wojskowy płaszcz. Nie brakowało obrączki ślubnej, złotego łańcuszka z medalikiem Matki Boskiej, skromnego zegarka. Okoliczna ludność zajmująca się pochówkiem ciał naszych obrońców zadbała o wszystko okazując szacunek i oddając honor poległemu żołnierzowi. Co do odniesionych ran to babcia wspominała o małym wgnieceniu z tyłu głowy bez otwartej rany. Hełm na krzyżu mogiły miał też taki ślad.

Nie próbuję dochodzić jak to było naprawdę. Wiem jak! Było tak po prostu, po żołniersku! Jest to historia bardzo krótka - tak jak życie mojego dziadka. W chwili śmierci na polu chwały miał 33 lata. Wojna nie zagląda ludziom w ich metryki, nie próbuje wybierać. Zbiera swoje tragiczne żniwo jak chłopska kosa. Równo po kolei, czy młode źdźbło, czy dojrzały już kłos. Przetacza się przez ziemię jak huragan. Wyrywa wszystko co spotka na swojej drodze. Młodziutkie drzewka, dorodne sosny i sędziwe dęby. To potop, którego okiełznać nie sposób. To wielka lekcja dla pokoleń, lekcja pokory i konieczności opanowania niczym nie uzasadnionych zakusów agresorów na wolność innych.

LATA POWOJENNE

Odbiegnę teraz od wspomnień okresu wojny i opowiem krótko o powojennych losach moich rodziców i zamieszkaniu w Rudzie w Łodzi.

Rodzice moi przybyli do Łodzi w 1949 roku na studia w Wyższej Szkole Ekonomicznej i zamieszkali - początkowo na ul. Pokładowej (w Rudzie), później na ul. Nowotki, kolejno na ul. Wólczańskiej a z końcem lat pięćdziesiątych zamieszkali już na stałe przy ul. Antoniny w Rudzie.

Nie będę opisywał losów zawodowych mamy i ojca, ponieważ nie o tym chciałbym napisać. Skupię się głównie na ostatnich latach życia mojej ukochanej babci Józi, wdowie po poruczniku WP Bronisławie Sałudzie.

Babcia przez cały czas od bohaterskiej śmierci mojego dziadka nie mogła się z tym pogodzić. Objawiało się to tym, że stała się osobą bardzo nieufną dla obcych. Często rozpamiętywała możliwości normalnego życia, gdyby los nie zabrał jej męża. To bardzo rzutowało na jej zdrowiu i stanie psychicznym. Ostatnie lata życia spędziła wraz z nami w mieszkaniu w Rudzie. Tu zmarła w wieku 60. lat. Był to rok 1970. Można powiedzieć, że tak jak moi rodzice i ja z siostrą, była w znacznym stopniu Rudzianką, choć nie z wyboru.

Trudno przychodzi mi wspominanie tych przykrych chwil dlatego proszę czytelnika o wyrozumiałość, że ograniczyłem się do tak skromnego opisu „rudzkiego” życia mojej babci.

Zaznaczę teraz optymistyczniej - Ruda „przygarnęła” moją rodzinę, dając jej wiele chwil szczęścia i możliwość przeżycia tu młodości. Cała moja najbliższa rodzina związana jest z Łodzią - z Rudą i tu wielu z nas mieszka a inni odwiedzają Rudę bardzo systematycznie.

Choć lata mijają i moi rodzice już zmarli to miejsce naszego domu jest nam bardzo bliskie, choć o Ziemi Łowickiej pamiętamy i kochamy ją jak naszą Rudę. To taka dziejowa wdzięczność…

PIĘTNO I ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Lata mijają ale należę do pokolenia, na którym wybuch II wojny światowej i dalsze jej konsekwencje wywarły ogromny wpływ chociaż urodziłem się prawie dwadzieścia lat od jej wybuchu. Jak większość polskich rodzin i moja rodzina poniosła ogromne straty w postaci śmierci swoich najbliższych. Jest to dla mnie powód do szczególnego traktowania wydarzeń tamtych lat. Czuję się w obowiązku pamiętać i przekazywać wiedzę o tamtych czasach wszystkim, których to interesuje a w szczególności tym, którzy, tak jak ja, nie są w stanie o tym zapomnieć. Zależy mi na tym tak bardzo, że większość wolnych chwil poświęcam na analizowaniu tamtych czasów, zbieraniu ocalałych pamiątek oraz uświadamianiu młodemu pokoleniu okropności wojny i jej skutków. Staram się także upamiętniać losy licznych poległych – ofiar II wojny światowej. Często spotykam się ze

zdaniem, że już czas zapomnieć bo nie można żyć ciągle przeszłością a zwłaszcza tak tragiczną dla naszego narodu. To prawda! Ale póki pamiętamy o naszej historii - posiadamy swoją tożsamość. Jesteśmy wszyscy bardziej ze sobą związani, ponieważ nic tak nie jednoczy jak wspólne losy i cele jakie sobie wyznaczamy. Właśnie w tym przypadku moim credo jest zachowanie w pamięci tych co odeszli walcząc o naszą przyszłość, o naszą niepodległość, wolność i jedność narodową.

Zbigniew Adamas

Przypisy:
(8) Data także symboliczna - dzień agresji sowieckiej na Polskę.
(9) "Tygodnik Kulturalny" - Nr 35, 2.IX 1979, Warszawa, s. 8.
(10) Tadeusz Kryska–Karski, "Straty Korpusu Oficerskiego 1939–1945", Londyn: Polska Fundacja Kulturalna 1996, str. 621
(11) Cytat z artykułu w "Tygodniku Kulturalnym" - Nr 35, 2.IX 1979, Warszawa, s. 8.
(12) Audycja dokumentalna Alicji Maciejowskiej i Bronisława Sałudy nagrana w 1979r. "Nad Bzurą roku pamiętnego".
(13) Cytat z wywiadu z naocznym świadkiem wydarzeń, Audycja dokumentalna Alicji Maciejowskiej i Bronisława Sałudy nagrana w 1979r. "Nad Bzurą roku pamiętnego", 18 minuta audycji.
(14) Jak wyżej, mjr Z. Roszkowski, dowódca III batalionu, 10 pułku piechoty, 26 DP, Armii "Poznań", od 5 IX Armii "Pomorze".
(15) Cmentarz Katedralny w Łowiczu, grób nr 7, kwatera 9.
(16) Wieloletni pedagog Studium Nauczycielskiego w Łowiczu, wychowawca młodzieży.
(17) Stryj autora, od 1943 roku mąż Janiny Adamas z Żabków (siostra babci autora - wymieniona w opowiadaniu).

www.000webhost.com