Klub Sympatyków Rudy Pabianickiej

.

rudzka czytelnia

Rudzki Marysin

rozważania Klubowiczów

Bartłomiej Marciniak: Nie wiem, czy był poruszany taki temat, ale wydaje mi się, że chyba nie. Mieszkałem w Rudzie 12 lat, w samym centrum Marysinu, ale musze przyznać, że nie mam pojęcia jak daleko sięga nasz Marysin, skąd taka jego nazwa i czemu mamy w Łodzi dwa takie osiedla (jeden Marysin przecież jest już w okolicach ulicy Inflanckiej i Warszawskiej). Czy ktoś bardziej obeznany, może napisać jak ma się Marysin do Rudy?

Mika Kobylińska: Jak byłam mała, to przyjeżdżała do dziadków rodzina z Marysina (tego drugiego), a ja nigdy nie rozumiałam dlaczego zawsze mówią, że mają tak daleko, przecież na Marysin idzie się niecałe 5 minut :)))

Zbigniew Okruszek: To jest jedna z większych tajemnic Rudy (oczywiście dla nas współczesnych) - skąd się wzięła i od kiedy jest używana nazwa Marysin? Inne nazwy, jak sama Ruda Pabianicka, Rokicie, czy Chachuła mają swoje korzenie historyczno-geograficzne, a przy Marysinie jak na razie klops:) Dla mnie nazwa ta kojarzy się z fragmentem ul. Pabianickiej przy skrzyżowaniu z ulicami Rudzką i Odrzańską. Taką nazwę nosił przystanek tramwajowy (który w początkach zwał się po prostu Ruda). I tu pada klasyczne pytanie, co było pierwsze: jajko czy kura, nazwa przystanku, czy nazwa miejsca? A może właśnie było tak, że mieszkała tutaj jakaś cud urody ruda Marysia i to ona dała swe imię tej części Rudy - uwaga tworzę legendę! To jest chyba najlepsze wyjście - stworzyć legendę, a za 100 lat będzie to przyjęte za prawdę:)) Mamy jakieś rudzkie legendy? (owa legenda jest dostępna w Czytelni - przyp.red.) Następne skrzyżowanie w kierunku Łodzi - przy Dubois - to było Lotnisko, też od nazwy przystanku...

Piotr Zygmunt Kołakowski: No to zrobię przymiarkę do legendy o pięknej Marysi, co nie chciała Niemca i skoczyła z mostu na Nerze. W odmętach rzeki utopiła się i władze Rudy postanowiły uczcić ten fakt podejmując odpowiednią uchwałę. Niemcy po wkroczeniu do Rudy zniszczyli ten dokument z powodu antyniemieckiej postawy pięknej Marysi. Kochał się w niej pomocnik tkacza z pobliskich zakładów Horaka i na wieść o wypadku popełnił samobójstwo. Od tego czasu jego duch straszy w d. Albie, co może potwierdzić syndyk masy upadłosciowej, który nieopatrznie znalazł się tam o północy. A jeszcze dziś przejeżdzający tramwajem mostem nad Nerem słyszą czasami dziwne bulgotanie z dna rzeki. Sam kiedyś byłem świadkiem niczym nie uzasadnionego wzburzenia rzeki, gdy zmęczony wracałem do domu i nie wysiadłem z tej przyczyny na przystanku Marysin (nota bene ktoś mi opowiadał, że przy moście na Nerze koło Pabianickiej był przed pierwszą wojną "czarci doł" i mnóstwo ludzi się tam utopiło)

Piotr Czech: A następny przystanek (przy "Cewce") nazywał się ROKICIE. Nieprawdaż?

Piotr Zygmunt Kołakowski: A kolejny Kolej Obwodowa. A tak nawiasem mówiąc, po śmierci Generalissimusa przyszło do Łodzi polecenie, aby główną ulicę miasta nazwać jego imieniem. Zamiast Piotrkowskiej nową nazwę nadano ulicy Głównej. Najśmieszniej było w tramwaju, bo w tych czasach konduktor na przystankach głośno obwieszczał nazwę przystanku. No i rozlegało się gromkie GÓWNA STALINA !!!

Natalia Salamon Ja pamiętam, że Marysin był od Dubois do skrzyżowania Rudzka-Pabianicka.

Piotr Zygmunt Kołakowski: Ale jak się szło do zegarmistrza Ilczenki, albo pobliskiego kiosku, to mówiło się w domu IDĘ NA MARYSIN. A pawilony PSS? Też zwykło się określać je, że są na Marysinie. Także granice są rzeczą umowną. Natomiast zgadzam się ze Zbyszkiem Okruszkiem, że most na Nerze to na pewno nie Marysin. Ale legendarna Marysia z Marysinu miała blisko, aby dokonać desperackiego kroku.

Zbyszek Frontczak: Nazwa przystanku "Ruda" na pewno obowiązywała do wybuchu I Wojny Światowej. Raczej jest pewne, że nazwa Marysin powstała za czasów miasta Ruda Pabianicka. Prawdopodobnie odnosiła się do rozparcelowanych terenów po obu stronach ul. Pabianickiej, raczej do ul. Gombrowicza. Choć to moja teza niczym nie poparta. W tym moim wywodzie jest jeden szkopuł. Nazwę Marysin nosiło ogrodnictwo Dziomdziorów, które powstało w 1916 r. Ale nazwa mogła być nadana później.

Piotr Czech: Zbyszku, nie wiem czy wiesz, że (jeszcze za moich młodych czasów) Dzomdziorowie (a właściwie jedna z kilku rodzin ogrodniczych o tym nazwisku - prawdopodobnie o wspólnych korzeniach) mieli na tym właściwym Marysinie gospodarstwo ogrodnicze i kwiaciarnię. Była to drewniana kwiacierenka "przyklejona" do północnej ściany kamienicy przy przystanku tramwajowym (do Pabianic i Tuszyna) na Marysinie. Szklarnie były bardzo stare, chyba mocno przedwojenne, a parcela od zachodu graniczyła z Domem kultury na Sopockiej i późniejszym składem opałowym. Na tej samej parceli pobudowano później budynek z zakładem rymarskim.

Może więc nazwa ogrodnictwa Dziomdziorów przy Szkolnej (dziś Leszczowej) właśnie tu wzięła swój początek? Może tu było pierwsze ich gniazdo rodowe? Mogło być również... na odwrót. Kolejna kwiaciarnia ogrodnictwa "Marysin" ze stosownym szyldem i... tak już się przyjęło - najpierw jako przystanek a potem jako "dzielnica" Rudy?

Zbigniew Okruszek: Właśnie - ogrodnictwo przy Marysinie było jeszcze dosyć długo, chyba jeszcze w latach 60-tych kupowało się tam kwiaty. Bo drugie, mniejsze, a może tylko sama kwiaciarnia, było bliżej "Muzy"... Bardzo prawdopodobna hipoteza, Piotrze...

Mika Kobylińska: To drugie, to była sama kwiaciarnia pani Filipskiej. Teraz jest po drugiej stronie Pabianickiej. A ta mała, drewniana była raczej na pewno Dziomdziorów i szklarnie też tam były. Ale ten budyneczek był za rymarzem, a nie obok kamienicy na przystanku tak jak napisał Piotr. Obok kamienicy też był taki drewniaczek, ale tam była repasacja pończoch. Poszperam w zdjęciach robionych przed rozbiórką tamtej strony, to może znajdę te budynki.

Ewa Kmiecik: "...Raczej jest pewne, że nazwa Marysin powstała za czasów miasta Ruda Pabianicka. Prawdopodobnie odnosiła się do rozparcelowanych terenów po obu stronach Pabianickiej, raczej do ulicy Gombrowicza..." - Zbyszek chyba ma rację. Mieszkałam na Fucika (Gombrowicza) i odkąd pamiętam babcia zawsze mówiła, że idzie na Marysin, czyli w lewo od Gombrowicza do Rudzkiej. W prawo zwyczajowo szło się głownie do Andrzejczaka lub w stronę lotniska. Marysin był związany z kwiaciarnią, ale teoria drugiego Zbyszka, żeby stworzyć legendę bardzo mi się podoba, a Piotr jest w tym niezastąpiony.

Mika Kobylińska: Dokładnie tak. Zawsze Marysin był od Rudzkiej (uwzględniając p. Ilczenkę i pawilon PSS) do Fucika, a dalej to już było Lotnisko.

Zbyszek Frontczak: A propos wypowiedzi Zbyszka i Piotra. Dziomdziorowie zaczynali działalność przy ulicy Szkolnej, późniejszy adres - Franciszka 2/4 w 1916 r. Pierwszym był Franciszek Dziomdziora, który przyjechał z Piotrkowa. Miał co najmniej dwóch braci, może kuzynów, którzy około 1930 r. zaczęli działać w Rudzie Pabianickiej. Byli to Stanisław i Adam. Przed nimi w Rudzie działali inni ogrodnicy tacy jak A. Kluska (1910 r.), ul. Strzelców 3, małżonkowie J.G. i O. Wistehube (1908 r.) ul. Miła 4, Jan Salwa (1912 r.) okolice stawów Stefańskiego i inni.

Zbigniew Okruszek: I piękna teoria legła w gruzach...

Jerzy Andrzej Ciemnoczułowski: Wg mnie Marysin, to raczej był przystanek tramwajowy, bo dotyczył małego obszaru pomiędzy przystankiem Lotnisko, a przystankim Chocianowice. A w kierunku na Rzgów to już był przystanek Biała (chyba od fabryki).

Elżbieta Świderska: To był krótki odcinek. Za moich czasów Marysin, to równoznaczne z deptakiem.

Piotr Czech: Ela i inni - macie rację! Ja i moi bliscy zawsze za Marysin uważaliśmy obie strony Pabianickiej między: Fucika i Rudzką po jednej, a Ewangielicką i Odrzańską po drugiej. Z tym, że plus jedna posesja przy tych krzyżówkach. Tak więc Ilczenko, pawilon, nasza kamienica pod 194 - były też jeszcze na Marysinie. Andrzejczak - już tylko "na szosie".

Piotr Zygmunt Kołakowski: Ponieważ na bezrybiu i rak ryba, a nie było rynku jak w średniowiecznych miastach lokowanych na prawie lubeckim, czy też chełmińskim, Rudzianie mieli atawistyczną potrzebę szukania jakigoś centrum, wokół którego toczyły się najważniejsze wydarzenia miasta. I dlatego, z wewnętrznej potrzeby, wyróżniono pewien odcinek głównej ulicy, który pełni lub pełnił rolę miejscowej agory.

Zbyszek Frontczak: A teraz mała zagadka mogąca być podsumowaniem wszystkiego, co tu było pisane. Proszę popatrzeć na willę P.H. wybudowaną po 1896 roku, a zamieszkałą przed 1904 r. Inicjały nie powinny stanowić problemu dla tych, którzy uważnie czytają lub czytali forum na NK. Nazwisko ważne, bo to założyciel osady Marysin. Jest niemal pewne, że Maria - Marysia, to żona lub córka tegoż obywatela.

Piotr Czech: Czuję się niedouczonym studentem - Zbyszku, proszę o korepetycje...

Zbigniew Okruszek: Zbyszku, stale nas czymś zaskakujesz. Niedawno między wierszami w twojej wypowiedzi można było wyczytać, że Marysin, to od Marii Majewskiej w związku z tym, że późno, albo wcale nie wracała na noc do domu, a tu nowa hipoteza. Ba, pewnik. No, prawie. A prawie, jak wiadomo...

Zbyszek Frontczak: Założyciel Marysina to pewnik. Inicjały pewnie rozszyfrowałeś. Natomiast nazwa Marysin - napisałem "niemal pewne" - bo tak zazwyczaj powstawały w tych czasach nazwy nowych wsi, osad na gruntach prywatnych.

Zbigniew Okruszek: Idzie Ci najpewniej o jednego z "parcelatorów" Rudy, Hasenklewera, który, o ile się nie mylę miał na imię Paweł. Czyżby sprawa pochodzenia Marysina rozwiązała się sama?

www.000webhost.com